Mości Państwo,
Nazywam się Krzysztof. Szyję od szóstego roku życia — pierwsze szwy pokazała mi babcia, resztę wybiłem sobie sam, przy tapicerce z ojcem, starych autach w klubie weteranów samochodowych w Kopenhadze i we własnym warsztacie.
Po drodze było pięćset występów na scenach, trzy lata uczenia dorosłych, półtora tysiąca zmontowanych materiałów, agencja kreatywna i manufaktura, która nie zawsze wychodziła na swoje.
Nauczyłem się dwóch rzeczy, których nikt mi wcześniej nie powiedział.
Pierwsza: klasa nie bierze się z talentu. Bierze się z powtórzeń. Talent to alibi — wygodne dla obu stron, bo zwalnia z liczenia godzin.
Druga: rzemiosło to tylko połowa potrzebnego fachu. Drugą połowę — sprzedaż, pieniądze, rozmowę z człowiekiem — trzeba przejść od zera, z takim samym paskudnym początkiem.
„Niech się liczy" to dwie rzeczy.
ROZMOWY — z ludźmi, którzy coś realnie zbudowali.
LISTY — moje własne, o tym, co spieprzyłem i czego mnie to nauczyło. List co dwa tygodnie, w niedzielę o szóstej rano; do słuchania i do czytania. Między listami — kartki z porannego dziennika.
Piszę o tym, co sam spieprzyłem i czego mnie to nauczyło. Bez motywacyjnego pierdolenia, bez samozwańczych samców alfa i bez rad od ludzi, którzy nigdy niczego osobiście nie dokonali i nie zrobili własnymi rękami.
Esej co dwa tygodnie, w niedzielę o szóstej rano. Między esejami — kartki z porannego dziennika.
Jest za darmo. Jeśli coś Ci się przyda — zostań.
Fantastycznego dnia!
Krzysztof, Pan Retro
